Niestłumiony instynkt konfrontowania zachowań dziecka

Takimi jak prawda i fałsz, dobro i zło, w pewien sposób powinni się wstydzić i ukrywać tę tendencję. To sugeruje dominująca obecnie mentalność; ale kultura ojcowska, choć tłumiona, nadal „w niewygodny sposób” wysuwa niezbywalną konieczność osądu i twierdzi, że nie można ani nie należy z niego rezygnować. Niewiele zmienia tu postulat, powtarzany jako swoista psychologiczna „mantra”, żeby osądzać negatywnie tylko zachowania dziecka, a nie samo dziecko. To przydatne rozróżnienie przedstawia co najwyżej pewną psychologiczną subtelność, ale nie może radykalnie poddać pod dyskusję możliwości i konieczności wyrażania sądów wartościujących na temat postępowania dzieci. W rzeczywistości również osądzanie może wynikać z miłości do dziecka i z pragnienia służenia jego dobru. Nawet jeśli jest to osąd surowy, ale realistyczny i wyważony, wyrażony z konieczną ostrożnością, ale bez przemilczania prawdy, może on być doświadczeniem pożądanym także przez samo dziecko. Osąd (dokonany z miłością) może być dla niego czymś wyzwalającym i może mu pomóc w samookreśleniu: „Pomaga mi zrozumieć, w jakim sensie jestem naprawdę dobry” – jak powiedział pewien chłopak.

Witaj na moim serwisie! Witaj z zawodu jestem nauczycielem geografii, bardzo często czytam, istotne dla mnie jest pogłębianie swojej wiedzy. Jeśli podobają Ci się moje wpisy to zapraszam do komentowania!

Znalazłeś się tutaj dzięki poniższej frazie kluczowej:

Wszelkie prawa zastrzeżone (C)