Dziecko nie musi ponosić konsekwencji własnych błędów

Dlatego też osąd ojcowski jest uważany za bardziej godny zaufania: tata mówi, jak się rzeczy mają, pomagając dziecku w tym, by nie obawiało się prawdy. „Prawdy można się bać, ale też pragnie się jej jako czegoś wyzwalającego: daje ci ona poczucie, ile faktycznie jesteś wart zwierza się pewien chłopak. – Dzięki temu możesz się czuć śmielszy, gotowy do zmierzenia się z rzeczywistością, zamiast wiecznie uciekać”. Dzisiejsza mentalność narzuca zakaz, który stanowi śmiertelny cios wymierzony w męską i ojcowską kulturę wychowawczą: nakazuje nie oceniać dziecka, a jedynie rozumieć je. Tak jakby te dwa elementy były czymś przeciwstawnym i nie do pogodzenia. Osądzanie miałoby w tej optyce być aktem arbitralnym, synonimem arogancji (właściwej komuś, kto przypisuje sobie absolutną wiedzę o dobru i złu) i niezdolności do wejścia w cudzy świat emocjonalny, będącej resztką dawnego paternalizmu. Kto twierdzi, że ma jakąś pewność co do tego, co znaczy dobro wychowawcze dziecka, a zatem jakieś kryterium osądzania jego zachowania, bywa oskarżany o brak „kulturowej poprawności” i większego wyrobienia na planie etycznym. Miejsce pojęcia „osądu” zajęło mgliste, eufemistyczne pojęcie „rozumienia” dziecka, tak jakby wyjaśnienie psychologiczne mogło zastąpić sąd moralny, zamiast czynić go bardziej realistycznym, a tym samym sprawiedliwszym.

Witaj na moim serwisie! Witaj z zawodu jestem nauczycielem geografii, bardzo często czytam, istotne dla mnie jest pogłębianie swojej wiedzy. Jeśli podobają Ci się moje wpisy to zapraszam do komentowania!

Znalazłeś się tutaj dzięki poniższej frazie kluczowej:

Wszelkie prawa zastrzeżone (C)