Kategoria: Tecumseh

MYŚLIWSKA TORBA NA DNIE

  • Nie wierzycie?  zaczepnie spytał młody Connel i ciąg­nął dalej:  Znalazłem ją. Stała na wodzie uwiązana do trzcin. Na dnie leżała myśliwska torba. Widać chciał zaraz odpłynąć, skoro łodzi nie ukrył i sakwę podróżną w niej zostawił. Czyż nie widzicie, że mam jego torbę przewieszoną przez ramię? Damned! On mówi prawdę! — zawołał z ulgą Gunter.Uchodźmy stąd! Kos tu może wrócić,. gdy spostrzeże brak swego canoe — powiedział Tomasz.Słusznie. Do świtu przeczekamy w lesie, a potem zobaczy­my. Nie wszystko stracone — rzekł rozchmurzony już całkiem Gunter. — Jutro zakończymy pościg. A może list jest w torbie? — rzekł z nadzieją Tomasz. Nie trzeba byłoby ścigać Kosa dalej. Możliwe. Rankiem sprawdzimy. Po ciemku i tak nie prze­szukamy sakwy.

Witaj na moim serwisie! Witaj z zawodu jestem nauczycielem geografii, bardzo często czytam, istotne dla mnie jest pogłębianie swojej wiedzy. Jeśli podobają Ci się moje wpisy to zapraszam do komentowania!

RZUĆCIE BROŃ

Zatrzymali się w pobliżu jlbrzymiego pnia dębu, który powalony starością leżał w tra­cie. Suche gałęzie, splątane z chwastami mogły stanowić świet- lą kryjówkę dla zwierząt, a zwłaszcza dla węży. Tomasz i Johann iważnie obserwowali koronę dębu. Wreszcie Gunter wskoczył la pień i zawołał donośne: Hej, Kos! Wyłaź z nory! Widzę cię! Ukrywasz się jak mierdzący tchórz…Za plecami starego Connela i Guntera wyrosła nagle sylwetka Ryszarda Kosa.Tu jestem! zawołał.  Rzućcie broń!Dwaj trampi zastygli zaskoczeni. Tego się nie spodziewali, iezdecydowani stali nieruchomo.Rzućcie broń, bo będę strzelał! — powtórzył z naciskiem os.  I ręce do góry!Stary Connel upuścił strzelbę i podniósł w górę ramiona. Gun­ter jednak bardzo powoli podnosił ręce, ale broni nie rzucił na ziemię.Gunter, rzuć broń! — krzyknął Kos.

Witaj na moim serwisie! Witaj z zawodu jestem nauczycielem geografii, bardzo często czytam, istotne dla mnie jest pogłębianie swojej wiedzy. Jeśli podobają Ci się moje wpisy to zapraszam do komentowania!

STRZAŁY NA POLANIE

Wtem ze skraju polany padł strzał. Ryszard uczuł w prawym ramieniu ból, w oczach zawirowały mu sine płaty. Na chwilę [stracił prżewagą_nad przeciwnikami i to wystarczyło Guntero- Ewi, aby błyskawicznie odwrócić się i strzelić w pierś Kosa. Ryszard ostatnim wysiłkiem woli wystrzelił. Runął w bujne trawy i stracił przytomność. Gunter podbiegł do Kosa. Widząc dużą plamę krwi na jego piersi, opuścił swoją strzelbę i otarł rękawem pot z czoła. Pod­niósł sztucer Ryszarda i dopiero teraz zbliżył się do starego Connela, który leżał na ziemi jęcząc.Przez polanę biegł ku nim Jerry. Dopadł-ojca i klęknął przy nim. Gunter bez pośpiechu poszedł za jego przykładem. 

Witaj na moim serwisie! Witaj z zawodu jestem nauczycielem geografii, bardzo często czytam, istotne dla mnie jest pogłębianie swojej wiedzy. Jeśli podobają Ci się moje wpisy to zapraszam do komentowania!

POTRZEBNY LEKARZ

  • W-torbie Kosa są bandaże  powiedział Gunter.  Opatrz ojca, a ja przeszukam ubranie tego łotra. Co z nim? Nie żyje. Dostał od ciebie i ode mnie. A co z ojcem? — w pytaniu Jerry’ego zabrzmiał niepokój. Gunter uciekł oczyma w bok. Powinien żyć — odparł. — Zrobimy nosze i zaniesiemy go do wioski. Zwlekać nie można. Potrzebny jest lekarz. Jerry zaczął opatrywać ranę ojca, a Johann ukląkł przy Kosie. Przeszukał kieszenie, zabierając wszystkie drobiazgi, łącznie z pieniędzmi i myśliwskim nożem. W wewnętrznej kieszeni łosio­wej bluzy znalazł list. Pośpiesznie schował zdobycz i wrócił do Jerry’ego. Pomógł mu zakładać opatrunek. Następnie wycięli w zaroślach dwa drążki. 

Witaj na moim serwisie! Witaj z zawodu jestem nauczycielem geografii, bardzo często czytam, istotne dla mnie jest pogłębianie swojej wiedzy. Jeśli podobają Ci się moje wpisy to zapraszam do komentowania!

NOSZE Z TRZMIELINY

 Z prętów trzmieliny upletli nosze. Ułożyli jęczącego Connela i ruszyli z nadzieją, że jeszcze przed nocą dotrą do małego strumyka zwanego przez Indian Wąską Strugą. Tam mieszkał w pionierskiej chacie z dwoma synami traper Watter. Spodziewali się znaleźć u niego pomoc dla ciężko rannego towarzysza. Gdy opuszczali polanę, słońce już opadało ku wierzchołkom drzew. Do zachodu pozostało ze trzy godziny. Johann Gunter był zadowolony. Szedł przodem i uśmiechał się do swoich myśli, niezbyt zważając na pojękiwania rannego Tomasza.  Took-suhi Najle-umoc śpieszyli do naczelnego wodza Sza- wanezów. Szli przez gęsty bór, wybierając najdogodniejsze przej­ścia. 

Witaj na moim serwisie! Witaj z zawodu jestem nauczycielem geografii, bardzo często czytam, istotne dla mnie jest pogłębianie swojej wiedzy. Jeśli podobają Ci się moje wpisy to zapraszam do komentowania!

W WIOSCE SZAWANEZOW

Nieśli niepokojące wieści. Parę dni temu do ich wioski przybył liczny oddział Długich Noży. Dowódca oświadczył z groź­bą, że puszcza od Detroit aż po Maumee River jest własnością białych i zamieszkujące ją plemiona muszą opuścić te tereny. Dla wielu plemiennych rodów PottawatOmich i Szawanezow był to poważny problem. Biali backwoodsmeni coraz gęściej za­siedlali puszczę, wypierając Indian na zachód. A tam przecież mieszkały inne plemiona czerwonoskórych. Robiło się ciasno. Wybuchały waśnie i spory, często kończące się bratobójczą wojną. Opuścić krainę ojców i ruszyć na tułaczkę było czymś okrutnym i niesprawiedliwym, a jednocześnie niezrozumiałymila przeciętnego Indianina. Z rozkazu Rady Starszych dwaj wo­jownicy szli do naczelnego wodza Szawanezów po ostateczną decyzję.

Witaj na moim serwisie! Witaj z zawodu jestem nauczycielem geografii, bardzo często czytam, istotne dla mnie jest pogłębianie swojej wiedzy. Jeśli podobają Ci się moje wpisy to zapraszam do komentowania!